06.2004, rzeczpospolita.pl

Rz: Czechy mają problem z Łotwą, Portugalia przegrywa z Grecją, Hiszpania męczy się z Rosją. Czy w tym turnieju będą same niespodzianki?
PAVEL NEDVED: Wszyscy mają problemy, dlatego że na takie mistrzostwa nawet drużyny słabsze mogą się przygotować tak, żeby wytrzymać mecz fizycznie, przeszkadzać, nie dać sobie wbić za dużo goli.
Bułgarii się nie udało.
Tak, ale tam się musiało coś stać. Bułgarzy potrafią grać. Nie znam ich przypadku, więc trudno mi powiedzieć coś więcej. Myślę, że te drużyny teoretycznie słabsze, takie jak choćby Łotwa, są najgroźniejsze tylko w pierwszym meczu. Wszyscy na takie spotkanie czekają, media robią odpowiednią atmosferę. Nas przed meczem pytano, ile goli strzelimy Łotyszom. A to nie jest takie proste. Oni potrafią grać, a ambicja i przygotowanie robią swoje. W kolejnych meczach wszystko powinno wrócić do normy.
A jaka jest norma?
Dobre pytanie. Właściwie to kibice i dziennikarze dzielą drużyny na lepsze i słabsze. Na boisku to nie zawsze się sprawdza. Anglicy, Francuzi, Holendrzy, Włosi, Niemcy, to dyżurni faworyci, nawet jeśli słabiej grają w meczach kontrolnych.
Niektórzy zaliczają do tej grupy Czechów. Czym różni się dzisiejsza reprezentacja od tej z roku 1996?
Wtedy byliśmy drużyną nieznaną i niedocenianą. Wielu ludziom wydawało się, że podział Czechosłowacji znacznie osłabi futbol w obydwu krajach. Okazało się, że Czesi już trzy lata po utworzeniu swojej federacji czesko-morawskiej potrafili zbudować reprezentację, która dopiero w finale przegrała z Niemcami. Większość z nas dopiero pięła się w górę, chciała wyjechać za granicę. Patrik Berger już tam grał. Nemec i Latal byli podstawowymi zawodnikami Schalke. Młodzi patrzyli na nich i chcieli być tak samo znani i bogaci. To wszystko pchało nas do góry. Ja miałem 24 lata i jeszcze wtedy przekręcano moje nazwisko na Medved. A dziś z tamtej drużyny zostałem tylko ja, Karel Poborsky i Vladimir Smicer.
Widzi pan w młodszych kolegach z kadry takich samych ambitnych graczy, jakim był pan wtedy?
Czasy się zmieniły. Rosicky ma dziś tyle lat, ile ja w 1996 roku podczas mistrzostw w Anglii, a od trzech żyje w Niemczech w innym świecie. Tak samo młodszy od niego Baroś w Liverpoolu. Jeszcze młodszy Plasil grał już z Monaco w finale Ligi Mistrzów. Nie można tego porównać. Ale są ambitni i bardzo dobrzy.
Czyli można jednak zaliczyć Czechy do grona faworytów?
Staram się takich prognoz unikać, bo gram już długo i wiem, od jak wielu czynników zależy wynik.
Jest pan w stanie wytłumaczyć, w jakiś sposób słabszą grę w pierwszych meczach takich gwiazd, jak: Del Piero, Raul, Beckham, Figo, czy nawet Zidane, mimo dwóch zdobytych goli?
Przede wszystkim gwiazdy mierzy się inną miarą. Oczekuje się od nas nadprzyrodzonych umiejętności.
Gdybyście ich nie mieli, nie bylibyście gwiazdami.
Jesteśmy normalnymi ludźmi, grającymi przeciw innym normalnym przeciwnikom, którzy zawsze w walce z nami szczególnie się mobilizują. Jesteśmy zmęczeni sezonem ligowym w naszych krajach, dokucza nam upał w Portugalii. Przecież kiedy w Aveiro robiliśmy przed meczem rozgrzewkę, to wszyscy zajmowaliśmy tę część boiska, która była w cieniu. Kiedy piłka poleciała gdzieś dalej, to strach było po nią iść. A potem trzeba było w takich warunkach biegać przez półtorej godziny. To dotyczy wszystkich w takim samym stopniu, zwłaszcza kiedy mecz rozpoczyna się o godzinie 17 i jest ponad 30 stopni ciepła.
canada goose jas nep moncler jas heren canada goose jas moncler jas woolrich jas dames canada goose sale peuterey jassen parajumpers jas woolrich jas moncler jas dames canada goose jas parajumpers jassen moncler muts belstaff jas moncler jas duvetica jas peuterey jas
To wszystko prawda, ale dlaczego wobec tego pan nie podlega tym regułom? Wszyscy macie podobne problemy, a pan gra i biega, jakby to był początek sezonu, a nie koniec.
Co mam odpowiedzieć. Taki mam styl. Lubię dużo biegać, na stojąco meczu się nie wygra.
Zdobył pan mnóstwo indywidualnych wyróżnień. Które z nich ceni pan najbardziej?
"Złota Piłka" zawsze, od pięćdziesięciu lat, uważana jest w Europie za szczególne trofeum. I kiedy patrzy się na listę laureatów, to są tam same najlepsze nazwiska. Wyróżnienie jest więc ogromne, zwłaszcza kiedy widzi się za sobą Thierry Henry'ego, Zinedine Zidane'a, Paolo Maldiniego. Mnie cieszy i z tego powodu, że przede mną zdobył je tylko jeden zawodnik z mojego kraju - Josef Masopust, i to na dziesięć lat przed moimi urodzinami. Słyszałem, że to był wielki pomocnik, bez którego Czechosłowacja nie zostałaby w Chile wicemistrzem świata. Ja oddałbym swoją "Złotą Piłkę" za tytuł mistrza Europy. Tym bardziej że dwukrotnie miałem pecha. Finał Euro '96 przegraliśmy po "złotej bramce" Bierhoffa, a rok temu, z powodu kartek, nie mogłem zagrać w finale Ligi Mistrzów i mój Juventus przegrał z Milanem. Chciałbym wreszcie coś osiągnąć z reprezentacją.
Wiemy w Polsce, że jest pan dość nietypowym piłkarzem. Przeznacza pan sporo ze swoich pieniędzy na cele charytatywne w Czechach, jest pan też głęboko wierzącym katolikiem.
Nie widzę w tym niczego wyjątkowego. Nie ja jeden taki jestem. Jeśli pan Bóg mi pomógł, to widocznie chciał, żebym ja pomagał innym. I przed wyjazdem na Euro 2004 pojechałem z rodziną do Watykanu, gdzie Jan Paweł II przyjął mnie na prywatnej audiencji. Prosiłem, żeby pomodlił się za mnie. We wszystkim, co robię, czuję, że tak jest. Że ktoś nade mną czuwa.


moncler hombre barbour jacke duvetica doudoune woolrich parka femme moncler outlet canada goose schweiz peuterey uk woolrich jas belstaff outlet parajumpers uk barbour jas barbour jacka canada goose belgie parajumpers jassen parajumper norge ugg pas cher moncler jas

12.2003, sports.pl

W ciągu zaledwie kilku dni od zdobycia przez Pavla Nedveda "Złotej Piłki", nagrody "France Football" dla najlepszego futbolisty Europy w kończącym się roku, dowiedzieliśmy się o nim więcej niż w czasie całej jego kariery. Nie chodzi oczywiście o jego boiskowe osiągnięcia, bo te są dobrze znane i dokładnie opisane. Nedved unikał jednak rozgłosu medialnego, stąd też mało wiedziano o życiu prywatnym zainteresowaniach, poglądach tego urodzonego niedaleko Polski piłkarza. Oto fragmenty obszernego wywiadu, jaki zamieścił "France Football" oraz kilka jego wypowiedzi udzielonych przy innych okazjach. Wiele z nich dotyczy także... naszego kraju.
- Zdobył pan "Złotą Piłkę". Co o tym zadecydowało?
- "Złota Piłka" była moim marzeniem, nie będę tego ukrywał, ale przypuszczałem, że przekreśli moje szanse nieobecność w finale Ligi Mistrzów. Wracałem myślą do tej żółtej kartki, którą otrzymałem pod koniec półfinałowego meczu z Realem. Nie mam pretensji ani do sędziego, ani do siebie, ani do trenera Lippiego. Sfaulowałem McManamana. Czy był to faul kwalifikujący się na żółtą kartkę, tak brzemienną w skutkach? Może tak, może nie. Nie mam pretensji do siebie, gdyż walka do upadłego leży w mojej naturze. Niektórzy twierdzą, że trener Lippi powinien zdjąć mnie wcześniej z boiska. Nie mógł, a ja też tego nie chciałem. Losy meczu i awansu jeszcze nie były rozstrzygnięte. No i stało się. Gdy zobaczyłem żółtą kartkę dopiero wówczas uświadomiłem sobie, że nie zagram z Milanem na Old Trafford w Manchesterze. Nogi się pode mną ugięły, myślałem, że umrę na boisku. Wtedy zrozumiałem, jak się czuł Amerykanin Drummond, zdyskwalifikowany za falstart w biegu na 100 metrów w czasie mistrzostw świata w Paryżu.
- Zbigniew Boniek - był pan jego faworytem - mówił na łamach "La Gazzetta dello Sport", że jest pan jedynym piłkarzem Juventusu, którego nikt nie może zastąpić. To bardzo pochlebna opinia.
- Aż za pochlebna. Osobiście uważam, że tylko Michel Platini, zresztą partner Bońka, był w Juventusie nie do zastąpienia. Tak samo jak nikt nie mógł dorównać Diego Maradonie.
- Zibi powiedział także, że jest pan znakiem firmowym futbolistów z Europy Wschodniej.
- System komunistyczny uczył dyscypliny i ciężkiej pracy. To akurat nie było takie złe.
- Co pan powie o trenerze Juventusu, Marcello Lippim?
- Wielki trener i wielki człowiek. Opowiem anegdotkę związaną z jego sobą. Kilka miesięcy temu pokazał mi bransoletkę na ręku i powiedział, że to prezent od wnuczka. Ta bransoletka ma magiczną moc. Pozwala przewidywać przyszłość i spełniać życzenia. Lippi dodał, że gdy patrzył na bransoletkę zobaczył mnie ze Złotą Piłkę. Myślałem wówczas, że to żart, a jednak sprawdziło się. Mało jest trenerów z taką wiedzą o futbolu i życzliwością do piłkarzy.
- To dzięki niemu udało się panu zaaklimatyzować w Juventusie.
- Zgadza się. Kupiono mnie za 41 milionów dolarów po to, żebym zastąpił Zinedine'a Zidane'a. Zastąpić najlepszego piłkarza na świecie! To wręcz karkołomne zadanie, a jednak udało się.
- Reprezentacja Czech w pięknym stylu zakwalifikowała się do finałów mistrzostw Europy w Portugalii. Wymienia się was wśród faworytów.
- Chcielibyśmy wygrać, mamy bardzo dobrą drużynę. Zawsze wychodzę na boisko po to, żeby wygrać, ale nie brakuje mi realizmu, twardo stąpam po ziemi.
- Kiedy zdobyliście srebrny medal mistrzostw Europy, nie był pan szczęśliwy...
- Byłem wściekły. Kilka minut przed końcem byliśmy mistrzami Europy, ale nie upilnowaliśmy Olivera Bierhoffa, stąd moja złość. Poza tym jestem zachłanny na sukces. Nauczył mnie tego ojciec. Mówił mi na każdym kroku, że jeśli za coś się zabieram to muszę to robić dobrze, myśleć o zwycięstwie.
- Co "Złota Piłka" zmieni w pana życiu?
- Niewiele. Musieliśmy jednak wraz z żoną stawić czoła dziennikarzom i fotoreporterom. To nie było łatwe. Nigdy nie zabiegałem o medialny rozgłos. Nie byłem i nie będę ulubieńcem kolorowych magazynów, jakim jest na przykład David Beckham. Pozotanę Pavlikiem ze Skalnej.
- Ma pan plany na przyszłość?
- Moje plany sięgają do 2006 roku. Chciałbym zagrać w finałach mistrzostw świata. A potem przyjdzie czas na zakończenie kariery, gdyż będę miał wówczas 34 lata. Nie zamierzam udać się na piłkarską emeryturę gdzieś do Japonii czy na Bliski Wschód. Zakończę grę w Juventusie i chyba na stałe pozostanę we Włoszech. Postaram się ściągnąć tu także rodzinę.


10.02.2003, juvenstus.soccer.com.pl

Po trzech sezonach w Lazio to jest twój drugi sezon w Juve. Jaka jest różnica pomiędzy oba klubami oprócz koloru koszulki?
Granie w Juve jest z pewnością znaczniej trudniejsze, ale za to daje większy prestiż. Kiedy byłem w Rzymie nie zwróciłem uwagi na tą różnicę. Zdałem sobie z tego sprawę dopiero jak tu trafiłem. Lazio też jest wielkim klubem, który dał mi wiele satysfakcji, co do tego nie ma wątpliwości: zademonstrował swoją klasę zarówno w przeszłości jak i teraz. Ale grać w Juve to zupełnie co innego. Wszystkie mecze są jak finał, gdyż wszystkie drużyny grają z nami na śmierć i życie. Wszyscy piłkarze marzą o tym żeby założyć tą koszulkę.
Obserwując go z wewnątrz, jaki jest ten Juventus?
Przede wszystkim jest jak ogromna rodzina, w której wszyscy - od najważniejszego kierownictwa po ostatniego z magazynierów - odgrywają swoją rolę z wielkim zaangażowaniem, wszyscy w jedną stronę i wszyscy z szacunkiem w stosunku do siebie. Poza tym Juve jest bardzo popularne na całym świecie, czego nie ma żaden inny klub. Zademonstrowało nam to po raz kolejny tournee w Arabii, świecie którego nie znałem i który mnie zafascynował.
Wróćmy do ciebie... Wystartowałeś w tym roku bardzo dobrze, bez problemów, które uwidoczniły się w zeszłym roku i w niemal każdym meczu jesteś jednym z najlepszych.
Nie mogę narzekać. W zeszłym roku dopiero co przyszedłem i potrzebowałem trochę czasu by się dostosować i zrozumieć pewne rzeczy. Kiedy to się udało nie miałem już więcej problemów. W tym roku wszyscy się znamy znacznie lepiej i wiemy jak zachowywać na boisku.
Wśród nowych nabytków ten który bardziej zaskoczył wszystkich to Mauro Camoranesi.
Mauro już wcześniej mi się podobał, odkąd grał w Veronie. W tym roku jednak pokazał swoją klasę i strzelił dwa bardzo ważne gole, co mnie się w zeszłym roku nie udało. Ale inni też są ważni. Dużo oczekujemy od Di Vaio i od piłkarzy którzy w zeszłym roku nie grali ze względu na kontuzje, a których walory doskonale znamy, mówię tu przede wszystkim o Salasie i Tudorze.
Co jest podstawą lepszej postawy w LM w tym roku?
Mamy mocniejszy temperament, podchodzimy do naszych przeciwników z większym spokojem i odwagą, gdyż powiększyła się wiara w nasze umiejętności i możliwości wykazania się w tak trudnej kompetycji.
Jaki był dla ciebie najpiękniejszy mecz, w którym najbardziej byłeś z siebie zadowolony?
Naprawdę nie wiem, w każdym meczu staram się dać z siebie wszystko. Jestem zadowolony, że udało mi się osiągnąć poziom gry jaki chciałem. Ale to mnie nie zwalnia od obowiązku udoskonalania moich umiejętności.
Mimo posiadania innych cech, zostałeś sprowadzony by zastąpić idola kibiców Zidane'a. Ja gram zupełnie inaczej niż Zidane, pewnych porównań nie należy robić. On ma futbol we krwi, ja żeby coś osiągnąć muszę zawsze dużo biegać i dawać z siebie wszystko. Można powiedzieć, że staram się odegrać ważną rolę robiąc rzeczy bardzo proste, te, na które mnie stać. Inaczej mówiąc staram się dać konkretność moim akcjom. Moimi atutami są szybkość, konkretność, dynamizm i skuteczność.
Jesteś pomocnikiem, który strzela gole. Który z nich jest dla ciebie najważniejszy?
Mam nadzieję, że jeszcze takiego nie strzeliłem. Z tych zrealizowanych do tej pory to myślę, że zeszłoroczny gol z Piacenzą, gdyż pomógł nam zblokować bardzo trudny mecz i postawił nas w dogodnej sytuacji, pozwalając wykorzystać błąd Interu w ostatniej kolejce i zdobyć scudetto. (...)
Jakiej drużyny obawiasz się najbardziej w LM?
W tym roku również włoskie kluby dobrze sobie radzą: musimy uważać na Inter i przede wszystkim na bardzo silny Milan. Ale są też bardzo mocne kluby europejskie jak Real Madryt, MU, Arsenal i Valencia. Najbardziej mnie niepokoi Manchester United i nie tylko dlatego, że może zagrać finał u siebie, my też chcemy dojść do finału. Drużyna Fergusona zaczęła słabo w tym roku, ale od kilku tygodni znowu pokazuje światowy futbol. Real ma wielu klasowych piłkarzy ale czuję, że nie powtórzy sukcesu z zeszłego roku. Jestem przekonany, że ktoś inny zawiezie do domu tegoroczne trofeum.
Juventus?
Nie nakładamy ograniczeń.
Jesteś cały czas liderem twojej kadry narodowej, która po gorzkich eliminacjach do MŚ chciałaby się zrewanżować w ME.
Nasz nowy trener Karel Bruckner odmłodził znacznie kadrę. Ja i Poborsky jesteśmy zdecydowanie najstarsi. Chcielibyśmy zakwalifikować się do ME chociaż zdajemy sobie sprawę, że mamy bardzo trudną grupę z Holandią, która jest faworytem - ale przede wszystkim chcemy zakwalifikować się do MŚ 2006 w Niemczech. I asystujemy przy pozytywnym rozwoju młodych, zdolnych piłkarzy jak obrońca ze Sparty Praga Tomas Hubschman.
Jak widzisz twoją przyszłość, oprócz oczywiście następnych sezonów?
Miałem wielkie szczęście gdyż spotkałem znakomitych trenerów od których wiele się nauczyłem: Zeman, Zoff, Eriksson i Lippi, ale moim marzeniem jest nauczyć futbolu dzieci, dać im to co dali mi moi trenerzy. Nie wiem czy mi się to uda ani gdzie, być może spróbuję tutaj w Italii gdzie urodziły się moje dzieci: sześcioletnia Ivana i trzyletni Pavel. Albo w moim kraju. Mam nadzieję, że moje życie potoczy się wśród zieleni podobnej do tej ze Skalna, gdzie żyją moi rodzice i moja siostra.